Ten temat chciałem przedstawić w takiej formie, aby zachęcić do dyskusji. Pamiętacie gry, które były jedynie średnio, albo ledwo dobrze oceniane, a Wy uważacie je za świetne tytuły, w których zatraciliście się bez pamięci ;)?
Moją osobistą grą hidden gem jest The DioField Chronicle. Miałem ten tytuł na półce, przeleżał ileś tam miesięcy, a jak odpaliłem, to tak mnie wessało, że nie mogłem odejść od konsoli. Niby gra nie ma epickiej, rozbudowanej fabuły, skomplikowanych pod względem osobowości postaci czy nie wiadomo jak dobrego systemu walki. A jednak jest w niej coś takiego, że się zatraciłem. Może to ten mroczny klimat całości? Może niepokojący utwór muzyczny, który często nam towarzyszy? A może po prostu unikalne połączenie gry taktycznej z pauzą i całkiem niezłe wyzwanie (po zainstalowaniu patcha very hard)? Podczas gry miałem skojarzenia z klimatami Final Fantasy Tatcis, bo fabuła skupia się na wojnie i polityce. Nie potrafię jednoznacznie powiedzieć co w tej grze mnie tak przyciągnęło, ale cholera, bawiłem się rewelacyjnie.
Dla mnie to będzie Monark. Grałem w to niedawno, mniej niż rok temu.
Gra trąci niskim budżetem i niewykorzystanym potencjałem. Nie przeszkadzało mi to w wyśmienitej, satysfakcjonującej zabawie. Monark ma świetną fabułę i jedną z najlepszych ścieżek dźwiękowych jakie słyszałem w jRPG. Muzyka to małe arcydzieło. System walki również jest rozbudowany i satysfakcjonujący. Problemem jest tutaj grind, ale jako osobie, która zjadła zęby na serii Disgaea to nie doskwierało w sposób, który wzbudzał by we mnie irytację. Problemem jest powtarzalność, zwłaszcza Akt 2, który jest w zasadzie powtórzeniem Aktu 1. Gra ma swój niepowtarzalny klimat, czuć ducha serii Shin Megami Tensei, w końcu autorzy Monark to ludzie odpowiedzialni za powstanie tej serii. Mnie gra się podobała i uważam ją za hidden gem.
Dodam jeszcze, że Monark ma świetną fabułę (zdecydowanie inspirowaną psychoanalizą, ale bardziej w stylu Adlera niż Junga). Uwielbiałem wszystkie te małe testy psychologiczne i to, jak bardzo twórcy chcieli, żeby gracz stworzył typową postać o podobnej osobowości.
Furyu ma to do siebie, że potrafi tworzyć pomysłowe, bardzo dobre fabularnie gry, lecz brakuje im szlifu pod względem gameplayu. Warto byłoby nawet założyć osobny wątek na ten temat, bo oni stworzyli sporo gier jRPG. Niestety, to niszowe produkcje, które trącą niskim budżetem i przez to wielu osobom nie podejdą do gustu.
@Manifesto The Diofield jest bardzo dobre. Ale faktycznie, aby gra była wyzwaniem trzeba ściągnąć patcha który dodaje opcję "very hard".
Monark mam w dwóch egzemplarzach. Obie w folii* ;D Od dawna ostrzę sobie zęby na ten tytuł. Na pewno ogram, nie wiem kiedy, ale sądzę że już niedługo. FuRyu kojarzę głównie z serii Caligula Effect, gdzie jedynka była dobrą grą, a dwójki jeszcze nie ruszyłem. Zresztą ostatnio gry FuRyu przewija się u nas w najnowszych zdobyczach, wrzuciłeś tam Varlet a ja Reynatis. Czułem w kościach, że Monark może być lepszą grą niż zostało powszechnie ocenione przez recenzentów, ale najpierw pierwszeństwo ma u mnie właśnie Caligula Effect 2. Monark jest na drugim miejscu.
Przypomniała mi się stara gra z PS2 Eternal Poison. Ależ o był wymagający i ciekawy tytuł. Taktyczny RPG bez grindowania i specyficznym klimatem. Ech...będzie co odkopywać gdy już pudełka pójdą do lamusa. :)
*żeby nie było żem wariat - jeden na PS5 drugi Switch :P
Cytat: Manifesto w Lipiec 11, 2026, 09:22:42Przypomniała mi się stara gra z PS2 Eternal Poison. Ależ o był wymagający i ciekawy tytuł. Taktyczny RPG bez grindowania i specyficznym klimatem. Ech...będzie co odkopywać gdy już pudełka pójdą do lamusa. :)
A to za tą grą nie stoi studio odpowiedzialne za całkiem udaną serię Summon Night ? I aż dziwne bo wydawcą był Atlus a gra przeszła bez jakiegoś szerszego echa ;). No i nie taka stara, na rynku już gościło PS3.
Tears to Tiara II (PS3). Mniej znana seria od Aquaplus, która miała olbrzymią dozę tekstu czytanego. I właśnie przez to, że była to gra visual novel, została potraktowana w recenzjach średniacko. Pod względem taktycznym gra była lepsza nawet niż Utawarerumono. A i fabularnie dawała radę. Jeden z tych tytułów które zasługują na remaster. Niestety Aquaplus od dawna nie rusza tego uniwersum.
Gra oferuje nam fikcyjną , alternatywną historię Europy gdzie imperium Rzymskie (holy empire) nie upadło, tylko podbija Hiszpanię. Walka z najeźdźcą, niesamowite zwroty akcji i dramatyczne wydarzenia, charyzmatyczne postacie plus mitologia półwyspu Iberyjskiego. Polecam jeśli ktoś nie grał. Gra ma sporo czytania ale i gameplayu.
Second Sight! Jedna z moich ulubionych gier na PS2. Nie zrobiła furory, mimo że recenzje miała teoretycznie dobre. W grze kierowaliśmy gościem dysponującym mocą telekinezy, którą używaliśmy do walki z przeciwnikami i eksploracji. Historia była zakręcona, mroczna, zajebista ;D Mnóstwo lokacji, wciągająca intryga i ten twist fabularny na końcu. Uwielbiam Second Sight, ta gra zasługiwała na znacznie lepszy odbiór i popularność.
Cytat: Animare w Lipiec 11, 2026, 14:13:57A to za tą grą nie stoi studio odpowiedzialne za całkiem udaną serię Summon Night ? I aż dziwne bo wydawcą był Atlus a gra przeszła bez jakiegoś szerszego echa ;). No i nie taka stara, na rynku już gościło PS3.
Tak, to Ci od Summon Night. Eternal Poison było pierwszym taktycznym RPG bez możliwości grindu w jaki grałem. Pamiętam, że sporo się nagłówkowałem aby maksymalnie wykorzystać wszelkie mechaniki w celu zdobycia jak największego expa.
Tears to Tiara - znakomity tytuł, którego także uwielbiam. I trzymam kciuki aby Aquaplus wróciło do tego IP.
Second Sight - też znam :) Ograłem raz i bawiłem się wybornie. Pamiętam zwłaszcza, tą skradankę w szpitalu gdy ratowaliśmy jakąś dziewczynę z wariatkowa. Aż mam ochotę to dokupić do kolekcji.
Clock Tower 3 na PS2. Pamiętam, że gra zniknęła w gąszczu świetnych horrorów na ten system, a jest to bardzo niedoceniana produkcja. Gra jest dziwna i dość ekscentryczna, ale właśnie to nadaje jej uroku. Pamiętam to ciągłe napięcie i strach towarzyszący eksploracji. I podczas ucieczki, bo ten tytuł to prawdziwy survival, w którym standardem jest walka o przeżycie i chowanie się w różnych miejscach przed oprawcą. Nie jest to jednak reguła, bo bohaterka potrafi się bronić. Wykorzystuje pułapki (kanistry z benzyną, przewody elektryczne, krzesła itp.). Każdy etap gry to inne miejsce i nowe wyzwanie. Fantastyczne przerywniki filmowe, jedne z najlepszych na PS2, kilka z tych scen jest dla mnie prawdziwie kultowych. Ogromnie żałuję, że gra nie doczekała się kontynuacji, a za czasów PS2 została średnio przyjęta przez recenzentów.
Wśród moich znajomych Clock Tower 3 był praktycznie nieznany ale przez to, że jeszcze w erze PS2 kupno nowych gier nie należało do taniego hobby a i nie wszyscy jeszcze wtedy mieli internet to jakimś cudem udało się zdobyć własną "kopię". Gra została średnio przyjęta, może właśnie przez mnogość na ten system różnych innych tytułów, ale kto zagrał ten doceni. Dobra gra i zapadający w pamięć soundtrack, zwłaszcza utwór Chopina - Fantaisie-Impromptu.
https://youtu.be/xeCpyTzmZ7A?is=TfvxALt7XpXP2il-
Clock Tower 3 właśnie taki był, albo się go uwielbiało (jak mniejsza część grających) albo też nienawidziło. Mnie się właśnie podobało, dlatego właśnie napisałem o tym w tym wątku :) Zdaję sobie sprawę, że niektórzy nie lubili tej mechaniki, dość intensywnych elementów ucieczki i uników a także chowania sie po szafach, jak również tego miernika paniki, który po zapełnieniu utrudniał sterowanie. Oraz zwariowanej przemiany Alyssy w każdym etapie :) Podobno postać The Corrodera była wzorowana na prawdziwym zabójcy - Johnie Haighu, który torturował i uśmiercał swoje ofiary przy użyciu kwasu, a ich ciała topiły się w beczkach. Brrr....;)
Co prawda nie grałem w trylogię Arc the Lad, której tematykę poruszył wczoraj
@Manifesto w temacie "sidequesty w jRPG", natomiast grałem i ukończyłem grę
Arc the Lad: Twilight of the Spirits (PS2). Kompletnie zapomniałem o tym tytule, a to jest prawdziwy hidden gem. Początkowe godziny nie zwiastowały tak dobrego tytułu, lecz im brnąłem dalej w historię, tym mocniej gra mnie wciągała. A później nie mogłem się oderwać. Gra jest trudna, lecz satysfakcjonująca. Walka przypomina taktyczne RPG. Pamiętam, że w kilku walkach musiałem zastosować fortel polegający na prowokowaniu tylko jednego przeciwnika z grupy, do ataku na moją drużynę. Walki z bossami także dawały w kość, zwłaszcza ostatnia. Fabuła stoi na wysokim poziomie, jest bardzo dobra, pełna zwrotów akcji i zaskakująca. Pamiętam jakie było moje zdziwienie, gdy po kilku godzinach gry, nagle przenosimy się do mrocznej krainy orkopodobnych stworzeń i obserwujemy grę z perspektywy innego bohatera niż na początku. Tym samym w grze mamy dwóch protagonistów, więc śledzimy wydarzenia z dwóch perspektyw. Bardzo podobała mi się muzyka, która jest lepsza niż w niejednym topowym jRPG na PS2. System walki jest jak najbardziej na plus.
Szalenie niedoceniany tytuł, który forumowiczom Japońskiej Przystani przypadłby do gustu, tak sądzę :) Grę nadal można dostać w całkiem niezłej cenie w pudle. Jest też cyfra na PSStore, ale tutaj proponuję poczekać na jakąś obniżkę. Twilight of the Spirits to prawdziwy hidden gem.
Ukończyłem :) Gra jest na pewno dużo lepsza niż Arc the Lad III, bez porównania. Szczególnie podobała mi się ścieżka Darca, była ciekawsza niż Kharga. Niestety słabo pamiętam ten tytuł pod względem fabularnym. Podobał mi się system walki, przypominający oryginalne Trails in the Sky. Pamiętam, że podczas ostatniej walki z bossem trzeba było idealnie pozycjonować postacie na polu walki, a potyczka była trudna i czasochłonna. Nie jest to może najwyższa półka jRPG na PS2, ale też nie oceniłbym jej niżej niż mocne 8/10. Fantastyczna gra warta uwagi i ogrania. Mam dwa egzemplarze tej gry na PS2 (nie wiem jak to się stało :P), jeden w folii, więc nie ruszam ;)