Seria Resident Evil

Zaczęty przez TheMan who sold the world, Lipiec 14, 2026, 17:34:19

Poprzedni wątek - Następny wątek

0 użytkowników i 1 Gość przegląda ten wątek.

TheMan who sold the world

Legendarna seria o której powiedziano już wiele, ale dedykowanego tematu na Japońskiej Przystani jeszcze nie ma. Ciekawi mnie czy są tutaj fani serii i co sądzicie o kierunku w jakim podąża Biohazard?

Ja chcę się obecnie skupić na ostatniej odsłonie cyklu - Resident Evil Requiem Uważam, że to najmocniejsza odsłona serii od lat – wczesne etapy Grace, praktycznie do momentu, gdy przejmujesz kontrolę nad Leonem, są absolutnie rewelacyjne i wg mnie to zdecydowanie najlepsze ,,horrorowe" doświadczenie w serii od czasu oryginalnego Resident Evil 2. Grace wyróżniała się, jej rozwój, wrażliwość i ogólna obecność niosły ze sobą duży ciężar emocjonalny, a gra aktorska naprawdę wyniosła jej postać na wyżyny. Podobała mi się również fabuła jako całość i oczywiście powrót Leona. Jego etapy są całkowicie inne od tych Grace, ale szybko się przyzwyczaiłem do tego stylu. Naprawdę podobała mi się ta wersja Leona. Jest starszy, mądrzejszy i bardziej metodyczny. Nie jest już tak zwinny jak kiedyś (nawet stricte pod względem sterowania), co moim zdaniem stanowiło świetny kontrast ze strony twórców gry. Fani doświadczyli tego, jak Leon się zmieniał na przestrzeni lat - od naiwnego chłopca do absolutnego twardziela, ale jednocześnie kogoś, kogo wciąż prześladują wydarzenia z Raccoon City. Rozgrywka była zdecydowanie jedną z najmocniejszych elementów RE Requiem.

Trochę mnie zawiodły walki z bossami, które są nieco rozczarowujące. Walka z ostatnim bossem wygląda fantastycznie w obu fazach, jednak to naprawdę łatwa potyczka, a mechanizm parowania sprawia, że jesteś praktycznie niezniszczalny.

Wagabunga

Requiem jest dobre, a momentami bardzo dobre. Niemniej nie zgodzę się z tym, że to odsłona lepsza od ostatnich. Owszem, pomysł stworzenia odsłony o dwóch różnych obliczach można uznać za ciekawy i ambitny. Problem jest tylko taki, że każda z tych sekcji jest niedopracowana i nie wykorzystuje w pełni swojego potencjału, co w dużej mierze wynika z tego, że gra jest zbyt krótka. Raccoon City to typowa zagrywka pod fan service. Nie podobał mi się ten fragment i uważam że był słaby. Grace to super postać, ale wrażenie psuły mi etapy z Leonem. Te chaptery były dużo słabsze, oczywiście wg mojego upodobania, no wolę Residenta jako klimatyczny horror niż grę akcji. Zamiana ról między Grace i Leonem przypomniała mi Revelations, gdzie nie mogłem się doczekać końca tych fragmentów wypełnionych akcją, żeby móc wrócić do o wiele ciekawszej i zabawniejszej Jill. Wczesne segmenty z Grace są prawdopodobnie lepsze niż wszystko to co mamy Village. Mimo to Village ma moim zdaniem bardziej spójną jakość.

Gwoli ścisłości- tydzień po ukończeniu Requiem postanowiłem wrócić do Village, ograć jeszcze raz i sprawdzić w końcu DLC, plus nowy tryb kamery. I powiem bez ogródek, Village podobała mi się lepiej. Pod względem czystego horroru była gorsza niż Requiem, ale sceneria tej gry była naprawdę dobra, miała mnóstwo interesujących elementów, a postacie świetnie napisane. Część 9 wydaje się pozbawiona własnej tożsamości. Próbuje po prostu naśladować inne części, co niekoniecznie mi się podoba. Grało mi się przyjemnie, a przez pierwsze kilka godzin nawet świetnie, natomiast im dalej w las tym gorzej. W przypadku Village też tak było, tylko że w drugiej połowie gry scenarzyści potrafili mnie bardzo pozytywnie zaskoczyć poprzez wizytę w pewnym domu, co dla mnie jest jednym z najlepszych fragmentów serii ever.

Requiem jest dobre, ale więcej jak 7/10 bym nie dał, po prostu miałem nieco inne oczekiwania. Szkoda, bo pierwsze kilka godzin gry sprawiło, że aż serducho mi mocniej biło.

TheMan who sold the world

#2
Cytat: Wagabunga w Lipiec 14, 2026, 19:17:02Część 9 wydaje się pozbawiona własnej tożsamości. Próbuje po prostu naśladować inne części, co niekoniecznie mi się podoba.

Może to i prawda, lecz Village przecież też starało się bardzo naśladować Resident Evil 4 (wioska, sprzedawca i kilka innych elementów). Czy więc można to uznać za wadę? Zależy jak podchodzimy do kolejnych odsłon. Ja wolę  Requiem jako całość, bo preferuję Grace&Leona od Ethana, lokacje IX też mi bardziej podeszły, a sama gra, choć krótsza, ma dużo lepszy początek, który robi ogromne wrażenie. Village i Lady D. miałyby jakimś ważnym elementem, a wyszedł tu bardziej lans marketingowy niż rzeczywista jakość fabularna. Village ma fajne momenty, jak wioska na początku czy Beneviento treasure, ale większość gry nie dorównywała tym etapom. A już końcówka gdzie gra zamienia się w sieczkę jak typowy akcyjniak to już była dziwna zagrywka, która psuła odbiór tej gry. Ja wolę Requiem, bo nawet te etapy akcji były ciekawsze i lepiej się w nie grało niż ostatnie godziny Village.

Village było niezłe, zimowy klimat wschodniej Europy miał niezwykły urok, zwłaszcza jeśli grałeś w to zimą ;) Może i Requiem też nie jest idealny, krótszy, ma dziwne rozwiązania fabularne (tak, zombie które przeżyły wybuch nuklearny to naciągane w pipę). Requiem też ma świetny klimat, a pod względem czystego horroru bije Village na głowę, a na dodatek 9> lepsze postacie. Jedynymi postaciami które polubiłem w Village są Dimitrescu i Heisenberg, podczas gdy generalnie lubię wszystkie postacie drugoplanowe w Requiem, nawet Zeno.

Wagabunga

Cytat: TheMan who sold the world w Lipiec 14, 2026, 20:01:06Jedynymi postaciami które polubiłem w Village są Dimitrescu i Heisenberg, podczas gdy generalnie lubię wszystkie postacie drugoplanowe w Requiem, nawet Zeno.

Jesteś po prostu tradycjonalistą serii i cenisz bohaterów z pierwszych odsłon serii. Mnie Ethan i postacie w siódemce i Village nie przeszkadzają, a nowe rozwiązania, które wprowadzili twórcy bardzo przypadły do gustu. Village jest gorsze od RE 7, ale lepsze od Requiem, wg mnie.

Rozumiem, że lubisz Requiem, lecz nie zauważasz jak niedopracowana jest ta historia? Przecież widać jak na dłoni, że jest nierówna. Wszystko przed Raccoon City było dobre, a potem po prostu zanurkowało. Zaczyna się naprawdę wciągająco od choroby i wyraźnego wypalenia Leona i poczucia winy Grace z powodu straty matki, a potem tylko narastają zagmatwane wątki fabularne i gra jedzie na nostalgii. Uwielbiam Leona jako postać ale sekcje Grace były o wiele ciekawsze i bardziej wciągające. Hotel dał mi poczucie, że pierwotnie chcieli wprowadzić klimat horroru śledczego, ale potem kazano im wcisnąć elementy w stylu RE4. Fabuła była połamanym, pełnym luk bałaganem, W dodatku te bezsensowne elementy Deus ex machina. Pierwsza połowa gry to majstersztyk, druga połowa, zaczynająca się od RC, jest dla mnie po prostu nie do przyjęcia.

 Village też nie ma fabuły na jakimś wysokim poziomie, natomiast historia jest bardziej poukładana i spójna.

Manifesto

Bardzo ciekawa dyskusja, przeczytałem z prawdziwą przyjemnością i zainteresowaniem.  :D

Nie grałem jeszcze w Resident Evil Requiem i prędko nie zagram, z uwagi na to, że po prostu postanowiłem poczekać aż gra grubo potanieje. Lubię serię i grałem we wszystkie główne odsłony, lecz to zawsze Silent Hill był u mnie wyżej w hierarchii. A ja mam potężny horrorowy backlog, np. Alan Wake 2. Nie chcę sobie niczego narzucać, zabiorę się za grę w bardziej dogodnym - dla mnie - momencie.

Resident Evil Village ogrywałem zimową porą, gdy za oknem leżał śnieg. Widok zasypanej wioski w grze oraz ten sam za oknem, gdzie biały puch zalegał na tarasie sprawił, że bardzo mocno wkręciłem się w ten tytuł. I pierwsze godziny były rewelacyjne. Niestety, później następuje regres (tak od wyjścia z zamku Dimitrescu, może trochę później), z małą przerwą na dom Beneviento. A już np. Fabryka była tak rozwleczona, że ciężko było mi przez nią przebrnąć. Tak czy siak fabularnie to była dobra gra, miała wyśmienite momenty, choć zbyt duża ilość akcji pod jej koniec nie podobała mi się. Mimo to, gdybym miał kiedyś do niej wrócić, to zrobię to z chęcią.

TheMan who sold the world

Cytat: Wagabunga w Lipiec 15, 2026, 16:59:56Rozumiem, że lubisz Requiem, lecz nie zauważasz jak niedopracowana jest ta historia?

Nie twierdzę, że fabuła Requiem nie ma słabości, wręcz przeciwnie. Racoon City było wrzucone trochę na siłę, gra jest za krótka i jej pierwsza połowa jest lepsza niż druga. Mimo wszystko jej poszczególne elementy cenię bardziej niż w Village, które jest dla mnie dobrą grą, natomiast średnim Residentem. I jako typowy RE, dziewiątka bardziej wpasowuje się w klimat serii (przynajmniej tych klasycznych odsłon), lepiej straszy (tutaj nawet nie ma porównania i Village wymięka, jeden fajny moment w posiadłości to za mało) i po prostu bardziej trafiła w mój gust. Mimo, że mamy różne zdania na ten temat, szanuję Twoje zdanie za rzeczową dyskusję i argumentację. Jestem nawet skłonny obniżyć swoją ocenę gry na 8,5/10 (wcześniej chciałem dać 9) bo faktycznie, po przemyśleniu pewne rzeczy nie do końca zagrały w Requiem. Ale mogę je wybaczyć, bo zalety górują nad wadami.

Renifer Lopez

Czyli reasumując, z Waszej dyskusji wnioskuję że Requiem w pierwszej połowie gry ma więcej etapów z Grace, gdzie domyślam się że mamy bardziej skradankę i ostrożną walkę, a w drugiej połowie gra zmienia się w sieczkę w wykonaniu Leona?  Jak długa jest ta gra? I czy ma jakieś dodatkowe tryby typu Merceneries?

Wagabunga

Cytat: Renifer Lopez w Lipiec 16, 2026, 07:58:35Czyli reasumując, z Waszej dyskusji wnioskuję że Requiem w pierwszej połowie gry ma więcej etapów z Grace, gdzie domyślam się że mamy bardziej skradankę i ostrożną walkę, a w drugiej połowie gra zmienia się w sieczkę w wykonaniu Leona? 
W pierwszej połowie gry mamy więcej etapów Grace i krótkie przerywniki Leonem. W drugiej połowie jest na odwrót. Dobrze wnioskujesz, Leon to sieczka, Grace to skradanka, oszczędzanie amunicji i proste (bardzo) zagadki. Domyśle Grace grasz w FPP, Leonem w TPP i to dobrze oddaje klimat tych dwóch odmiennych styli.
Cytat: Renifer Lopez w Lipiec 16, 2026, 07:58:35I czy ma jakieś dodatkowe tryby typu Merceneries?

Nie ma, gra jest pod tym względem totalnym kastratem. Village miało Mercenaries.

Lothar

Podobno Capcom już pracuje nad rimejkiem Resident Evil Zero, które ma ukazać się po rimejku Code Veronica. Czy ktoś ograł oryginał albo remaster na PS4/Switch? Podobno to całkiem inny Resident niż większość odsłon?

Manifesto

Ograłem to ze dwie dekady temu, na GameCube. Gra ogólnie mi się podobała, choć była - moim zdaniem - o klasę gorsza niż Resident Evil remake.

Zero opowiada o wydarzeniach poprzedzających wizytę Jill Valentine i Chrisa Redfielda w posiadłości Spencera. W grze masz dwie postacie, pomiędzy którymi się przełączasz. Tytuł wymaga skupienia i rozsądnego zarządzania ekwipunkiem oraz ścisłej współpracy dwóch postaci w rozwiązywaniu zagadek. Pamiętam również, że nie było tam skrzyń z ekwipunkiem, a przedmioty można było zostawiać w dowolnym miejscu i je później podnosić. Klimat gry był o wiele lżejszy niż w remake jedynki, też na GC. Zero ma również więcej backtrackingu. Były tam małpy (wrogowie) które wtedy strasznie mnie irytowały. Pamiętam, że bardzo podobał mi się etap w pociągu oraz kilka innych lokacji. Nic więcej nie napiszę, bo po prostu nie pamiętam dokładnie tej gry, więc może ktoś bardziej obeznany się wypowie.

TheMan who sold the world

W przeciwieństwie do innych Residentów, Zero ograłem tylko dwukrotnie, raz oryginał na GC, drugi raz po latach remaster. Remaster ma 60 fps, możliwość przełączenia na współczesne sterowanie (to czołgowe nie każdemu dziś odpowiada) oraz bonusowy dodatek Weskera. Graficznie nie jest już tak dobrze, oryginalne pre-renderowane tła prezentują się lepiej, ponieważ Capcom stracił pliki źródłowe akurat tej części kodu, więc musieli improwizować.

Za reżyserię RE0 odpowiadał Kōji Oda, więc siłą rzeczy gra ma trochę inny feeling niż pierwsze trzy części cyklu. Dodatkowo nie jest to już tak mroczna gra jak choćby RE remake na GC, który pod względem czystej atmosfery dalej jest najlepszym Residentem w jaki grałem (tak, przebił nawet moje ukochane Resident Evil 1 i 2 z PSX). Tak jak napisał @Manifesto mamy tutaj dwie postacie, które muszą ze sobą współpracować. Gdy przełączasz na jedną, druga postać jest kierowana przez SI. No i tutaj jest pierwszy zgrzyt, SI marnuje amunicje, co mnie strasznie denerwuje w tej serii, gdyż zawsze priorytetowo podchodzę do tej tematyki. Trzeba kombinować i ustawiać drugą postać w trybie defence, albo też opróżniać jego ekwipunek z broni palnej, zostawiając tylko broń białą. Nie lubię takiego niańczenia, dlatego to jest jeden z tych Residentów, do których nie chcę wracać. Może remake coś tutaj zmieni, unowocześni grę.

Lokacje są w porządku, ale tutaj też jest różnie, pociąg jest genialny, są jednak inne miejscówki, ale musiałby tutaj walić spoilerem, a nie chcę nikomu psuć zabawy. Problemem jest amunicja, jeśli rozsądnie zarządzamy ekwipunkiem to jest wystarczająca, jednak łatwo jest ją marnować (patrz wyżej). W grze jest dość mało przedmiotów leczniczych, ogólnie to trudniejsza gra niż Remake 1. I jeden z najtrudniejszych Residentów ever. Walki z niektórymi bossami też są wymagające i ktoś, kto gra w RE 0 pierwszy raz na pewno będzie do nich podchodził niejeden raz. Zagadki gra ma w porządku, mnie się ten element bardzo tutaj podobał, jest jedna łamigłówka, z posągami zwierząt, które przestawiasz aby otwierać ukryte drzwi, przy której sporo graczy kurwuje :P Gra jest bardzo dobra, tylko że mam jakąś awersję do tego aby do niej wrócić. Może po prostu wolę bardziej spójny horror z jednym bohaterem i poczuciem większej kontroli? Mimo wszystko to dobry Resident, nieco inny, lecz ma świetny klimat, choć może być trudny dla kogoś, kto nie ma cierpliwości do planowania i powtarzania określonych fragmentów rozgrywki.

Manifesto

Widzę kolega jest fachowcem w temacie Residentów :)

Pamiętam że gra była bardzo trudna, ale wtedy chyba miałem więcej cierpliwości do takich wyzwań niż teraz. Lata 2003-2006 to był mój drugi najbardziej intensywny growy okres w życiu, kiedy to po kolei trafiały na mnie konsole PS2, GC i na końcu Xbox. Na tym ostatnim grałem najmniej, najwięcej na PS2. Ale GC i te nieliczne gry na ten sprzęt też wspominam z nostalgią.

 Remake RE to jedna z tych gier które zrobiły na mnie olbrzymie wrażenie. Do Zero już nie wróciłem, nie czuję takiej potrzeby, bo nie wbiła mi się tak mocno do głowy jak właśnie jedynka po liftingu.